Podbiegłam do Thomasa pomagając mu utrzymać się na nogach. Chłopak oparł się o pobliskie drzewo, a ja skorzystałam z tego, że trzyma się drzewa podeszłam do napastnika. Był nieprzytomny. Szybko wyjęłam z kieszeni strzykawkę ze środkiem usypiającym, wbiłam igłę w jego szyję i nacisnęłam tłok, po czym wróciłam do Thomasa.
- Deveshee! Chodź! - krzyknęłam. - Ishaan, zostań i przypilnuj naszego kolegi. - zwróciłam się do tygrysa i zaczęłam prowadzić Thomasa w stronę fabryki.
***
Na szczęście Thomas nie miał wielu rzeczy w szafkach, więc szybko udało mi się znaleźć antidotum. Natychmiast podałam je chłopakowi. Pozostało czekać. Czas mijał bardzo powoli. Kiedy Thomas wreszcie otworzył oczy odetchnęłam z ulgą.
- Thomas? Słyszysz mnie?
Chłopak ledwo zauważalnie kiwnął głową. Po kilku minutach lekko uniósł głowę i rozejrzał się do okoła.
- Gdzie... jestem?
- W fabryce. - powiedziałam.
Thomas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz