Strasznie się czułem, ale już nie tak jak wcześniej. Lekko uniosłem głowe. Dalej ogromny ból czułen... Udało mi się powoli siąść. Obraz już nie był rozmazany. Zobaczyłem przed sobą dziewczyne i Deveshee...
- Dziękuje... - odparłem
Wstałem powoli i opatrzyłem rane.
- Gdzie twój tygrys ?- spytałem
- Pilnuje tego faceta- powiedziała
- To dobrze... Muszę się dowiedzieć czemu ktoś miałby go wysyłać po mnie...
Napiłem się wody.
- Chcesz ?- spytałem
- Nie trzeba- odpowiedziała
Deveshee podbiegł do mnie szczęśliwy i zaczął merdać jak szalony ogonem. Pogłaskałem wilczka.
- Musimy iść tam do tego faceta i sobie "pogadam" z nim...
Taa moje rozmowy w kochanymi wrogami. Wyszliśmy, Deveshee został w środku. Każdy krok bolał, ale próbowałem wytrzymać.
(Shelby)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz