- To jest on. - powiedziałam siadając obok tygrysa.
Ishaan nieznacznie podniósł łeb.
- I chciałby ci podziękować za uratowanie życia. - dodałam patrząc na Thomasa. - Ja zresztą też.
- Nie ma za co. - odparł chłopak.
- Jest za co. Gdyby nie ty, znalazłabym Ishaana martwego.
To brzmiało strasznie oficjalnie, ale nawet po części nie opisywało tego, co zawdzięczam Thomasowi. Oprócz tego tygrysa nie miałam już nikogo. Zauważyłam, że chłopak co jakiś czas spoglądał na tygrysa odrobinę niepewnie.
- Spokojnie. W tym stanie nic ci nie zrobi. - zaśmiałam się.
Thomas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz