Nie chciałem jej zostawiać... Ale złożyłem obietnicę, a ja zawsze dotrzymuje obietnic. James poprosił mnie na bok.
- wierzysz jej ?- spytał
- tak... Wszystko obliczyłem i broń trafiła z innej pozycji, niż ona. - powiedziałem
- Skoro tak... Ale wiesz o tym że musisz teraz do nas dołączyć ?- powiedział
- Tak, wiem... Ale nie mogę jej zostawić - powiedziałem
- Wiem że to będzie trudne, ale musisz...
- A czy nie ma np. możliwości żeby także dołączyła...
- Miłość osłabia Daniel... Spójsz na siebie...
Miał troche racji. Byłem cały pobity i z własnej krwi.
- Ja bez niej nie wytrzymam... James ja ją kocham i pójdę za nią nawet na koniec świata... - powiedziałem
James zrobił dziwny uśmieszek.
- Zmieniłeś się. Daniel idź do niej pocałuj ją najlepiej jak potrafisz i wyprowadzcie się z tego miasta. Ja jestem z tobą, ale musicie uważać, na tamtą mafie... To nie zbyt mili goście, ostatno zabili dwóch naszych.- powiedział
Wyszczeliłem radością.
- Dziękuje ! - krzyknąłem przytuliłem go.
I pobiegłem do Luny. Złapałem ją w talii, podniosłem i obruciłem się razem z nią. Pocałowałem szczęśliwy.
Luna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz