Już nie dotykałem nogami, piasku i kamieni, teraz lekko płynąłem. Dziewczyna mocno się trzymała.
- Ehm... Możesz mnie, aż tak nie dusić ?- spytałem
Dziewczyna poluźniła chwyt. Nagle pod nogami poczułem wysoki, trochę chropowaty, duży kamień. Stanąłem na nim. Woda mi dosięgała do ramienia, a dziewczynie do szyji. Przytuliłem się do niej.
- Trzymaj się, wracamy... Nie chcę, żebyś się przeziębiła... - powiedziałem.
...
Spokojnie wróciliśmy na brzeg. Lekko zmęczony położyłem się na ciepłym piasku. Ręce miałem za głową. Słońce było jeszcze w górze. Lecz woda była chłodniejsza, niż przedtem.
Luna?.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz